NYSA KŁODZKA 2017


W miniony weekend majowy członkowie naszego Klubu wzięli udział w XXV Jubileuszowym Ogólnopolskim Spływie Kajakowym „Nysa Kłodzka 2017” im. Narcyza Bondyra

GALERIA zdjęć

 

 

Po kilkugodzinnych, męczących podróżach członkowie naszego Klubu w godzinach wieczornych spotkali się w Bardzie aby zainaugurować tegoroczną majówkę kajakową. Ekipa północna w ilości dwie osoby (Całeczka, Olga) oraz zamiejscowy małopolski oddział KTW w ilości jednej osoby (Kawenik) . Tradycyjnie zostaliśmy miło i sympatycznie przywitani przez tzw. „Piaska”, który już po raz kolejny pełnił funkcję Komandora Spływu (Andrzej Piasecki). Wieczorne warunki pogodowe nie były zbyt zachęcające do kontynuowania kajakowej przygody.  Podczas spotkania lekko integracyjnego w hotelu przy barze zostały wypowiedziane magiczne słowa, które powinny stać się mottem spływu (ze względu na podwyższony stan wody jej kolor był raczej mocno brązowy – tak jak tegoroczne koszulki spływowe) : rzekę należy przefiltrować, a najlepiej filtruje się „Piaskiem” (jakże mądre słowa Łysego) . Jednak niedzielny poranek przywitał nas całkiem sympatyczną temperaturą oraz słoneczkiem , które opalało nasze ciała ciepłymi promieniami – jednak jeszcze się wahaliśmy, co dalej ? Kropką nad „i” był dość wysoki poziom wody w rzece, który to prognozował dodatkowe atrakcje ( może się Adaś wykabinuje ???? )  Ruszyliśmy. Jeszcze jedna ważna, bardzo ważna rzecz, do naszej ekipy KTW „Celuloza” gościnnie dołączyli Kula, Łysy i Andrzej z Toł-H . . .ajów . Woda płynęła szybko, większość progów była spływalna i etap z Zabłocia do Kłodzka (16 km.) pokonaliśmy w rekordowym czasie – dopłynęliśmy „niestety” jako jedni z ostatnich za to już o godzinie 14 (zawsze było koło 17.00) i uczestniczyliśmy w akcji „suchy ciuch” – byłem sponsorem gaci . Po etapie Kula godnie reprezentowała nas w wyścigu australijskim. Wieczorkiem stery przejął Adaś i jedna z jego ukochanych dziewczynek, GITARRAAAA – śpiewy , hulanki, bujanki, pogadanki, popijanki do samego rana.

Drugie dzień – piękna pogoda, słoneczko, dobre nastroje, uśmiechy na twarzy i mały kacyk za pleckami. Zwyciężamy ze zmęczeniem i jesteśmy gotowi do startu. Etap z Kłodzka do Barda (18 km.) – przechodzimy do historii i pokonujemy go w rekordowym czasie – pomimo przerwy śniadaniowej, morskich fal i tratwowanie przez prawie połowę etapu. Po dopłynięciu kolejne wyzwanie, slalom kajakowy między mostami zaliczany do cyklu Grand Prix PZK. Tutaj znowu Kula była naszą mocną reprezentantką a my jak przystało na członków czujnie pilnowaliśmy poprawności przeprowadzenia zawodów z mostu w pobliżu znanego nam sprzed kilku lat sklepu spożywczego (on naprawdę bywa pożywny i potrafi pokonać swoimi dietetycznymi smakami niejednego kajakarza). Potem zwiedzanie Barda z przewodnikiem (kilka bliżej nam znanych osób zdezerterowała podobno podczas „różańca” przy drugiej kapliczce – czy oby na pewno to było ładne zachowanie ?) i wyjazd do czeskiego browaru Opat. Wieczorkiem znowu Adaś ze swoją „panną” – jest zimno , ale romantycznie, szantowo i poetycko. Wieczór przedłuża nam się do rana.

Trzeci dzień – kacyk, kacyk, chłodno, pogoda niepewna i lekko deszczowa. Patrzymy, myślimy – hmmmm, czy to będzie tradycja ? Postanawiamy się zrelaksować i z wielką niechęcią rezygnujemy z płynięcia trzeciego etapu. Nasze rozgoryczenie z tego powodu sięgnęło zenitu – wielki żal, podłamanie psychiczne i niespełnione oczekiwania ……. postanawiamy zwiedzić sobie pobliskie atrakcje. Po nieudanym ataku na Szczeliniec Wielki i Błędne Skały (zamknięte z powodu oblodzenia i śniegu) postanawiamy się udać do Kopalni Złota „Złoty Stok”, gdzie miło spędzamy resztę dnia aż do oficjalnego zakończenia spływu. Zakończeni spływu było bardzo miłe dla naszego mieszanego teamu. Nie dość, że zakończyliśmy spływ na wysoki V miejscu  to jeszcze z dodatnią sumą punktów (niejednego pewnie fakt ten zdziwił, zadziwił, zaskoczył, zdziwił, zadowolił . . . . ). Wieczorem niespodzianka od Pana Burmistrza Barda – występ zespołu pochodzenia hiszpańskiego – super, skocznie, tanecznie i wesoło. Później gitarka przy ognisku i pogawędki aż do rana.

Podsumowując było fajnie, superowo, chłodno, ciepło, deszczowo, słonecznie, miło, sympatycznie, gitarowo . . . . . . i za rok na pewno tutaj powrócimy. Mamy nadzieję, że w pełnym składzie Michu, Młody Michu , Eliza, Gośka , Marcela no i cały klan „Bronków”.

 

Udostępnij ten artykuł:
  • Facebook
  • email

komentarze 2 do wpisu “ NYSA KŁODZKA 2017 ”

  1. Sławek Jurkowski napisał(a):

    Pomysł na spędzenie wolnego czasu świetny. Zwłaszcza że na wolnym powietrzu w otoczeniu pięknej przyrody. Ja spływam zawsze z chłopakami z Gubina. Ahoj i do zobaczenia na szalkach wodnych!

Zostaw odpowiedź

wpisz wynik *