Czerwcowa integracja !!!!

Czerwcowa integracja !!!!

16 października 2012 0 przez kawenik

niestety z malym opóznieniem kilka wspomnień z „saturnowej” integracji rzeką RADUNIĄ 15-17.06.2012 ……………….. 

już po raz kolejny wybraliśmy się z przyjaciółmi z firmy SATURN Management na kolejny spływ integracyjny. Tym razem wybraliśmy rzekę Radunię ze względu na jej urokliwy przełom, który ma w czerwcu być „zamkniętym” dla turystów kajakowych (przełom będzie można pływać tylko za zgodą przedstawicieli władz ochrony środowiska). Wyruszamy w piątek popołudniu do Ostrzyc – nocujemy bezpośrednio przy Raduni. Już podczas podróży zaczynamy małą integrację, czas podróży leci dość szybko i wesoło – kierownikiem wozu Michu (on chyba się troszkę nudzi, ale zawsze ktoś musi mieć gorzej aby ktoś mógł mieć lepiej). Integracja odbywa się oczywiście przy oglądaniu meczów EURO 2012, aniektórym później trzeba było przypominać wyniki piątkowych meczów. W sobotę mamy zaplanowany przełom „Jar Raduni” ok. 12 etap i wieczorem wielkie kibicowanie biało-czerwonych na meczu POLSKA – CZECHY. Mamy zaklepane miejsca w znanym ośrodku „U Stolema”. Z rana okazało się najpierw, że po załadowaniu do busa zabrakło dla wszystkich miejsca ???? (przyjechał nie ten co trzeba). Nasz wrodzona inteligencja podpowiedziała nam ,że przed brama stoi większy bus i pewnie się do niego wszyscy zmieścimy – to był już ten właściwy. Pogoda piękna więc humory dopisują, pierwsze 6 km. Radunia płynie sobie zupełnie spokojnie i reszta ekipy zaczyna nas podejrzewać, że „oszukaliśmy” ich z tym przełomem i zaczynają być lekko zrezygnowani. Kawenik ubrany w piankę, płynący na jedynce jest już ugotowany na amen. Robimy sobie małą przerwę przy moście na polu biwakowym. To jest ostatni moment, w którym można jeszcze się wycofać przed przełomem, jednak nikt się na to nie zdecydował – prawdziwi kajakarze zaprawieni już w niejednym boju . Nurt delikatnie przyśpiesza, pojawiają się krzaki, kilka zwalonych gałęzi, ale to jeszcze nie to. Po kilometrze wpływamy w jar i już na pierwszej przeszkodzie zwalonych jest kilka drzew naraz – trzeba wysiadać z kajaków, brodzić po szyje w wodzie, ale idzie do przodu. No i od tego momentu naprawdę się zaczął przełom. Drzewo na drzewie, szybki nurt, stosunkowo mało wody – olbrzymia ilość przeszkód. W pocie czoła i z wielkim trudem posuwamy się powoli do przodu. Już po pierwszej godzinie okazało się, że na obiad nie zdążymy więc należy go przełożyć. Po następnej godzinie zaistniała groźba ,że możemy nawet nie zdążyć na mecz o godz.20.20 !!!!!! Spięliśmy się mocniej i zaczęliśmy walkę. Ten 6 km. przełom wreszcie udało nam się pokonać pomiędzy godziną 18.30 a19.30. Zaliczyliśmy tylko dwie kabinki , niektórzy podszkolili znacznie „łacinę” inni zaś temat sprzeczek i wymiany zdań z lekko podniesionym głosem. Wielkie gratulacje dla nas, bo daliśmy jednak radę i z uśmiechem na twarzy wracamy do Ostrzyc. Praktycznie w biegu jemy obiad z jednorazówek , ubieramy barwy narodowe, malujemy twarze, zabieramy flagi i ruszamy do Stolema. Docieramy !!!! nasze miejsca zajęte –rozpoczyna się mecz. Znaleźliśmy miejsca na podłodze bezpośrednio przed ekranem. Pierwsze 30 minut to nasza euforia, śpiewy, okrzyki i wielki doping – brakuje tylko upragnionych bramek(od czasu do czasu ktoś przemyci jakieś piweczko z soczkiem, albo bez lekko zapite znaną wszystkich nie wiadomo skąd cytrynóweczką Eli . Pozostała część meczu – nie musze opowiadać , coraz gorszy nastrój i mniejszy doping – znowu się nie udało, może za cztery lata nam wyjdzie. POLSKA, POLSKA, Polska. Jeszcze kilka szybkich rozchodniaczków na zakończenie, pudełeczka tabaki „red bul”  , wracamy do siebie i kontynuujemy integrację. Jest gitara i są śpiewy ,bo pojawił się nasz przyjaciel Adaś !!!! (noc spędził niestety w aucie, bo nie chciał skorzystać z naszego zaproszenia za co my nazajutrz dostaliśmy małą reprymendę – następnym razem się poprawimy , wydamy rozkaz i tyle !!!!). W późniejszym terminie zdarzały się nawet tańce. Jeden zdesperowany człowiek w godzinach porannych tak szukał jakiegoś „źródełka” , że w życiu bym nie sądził iż on taki szybki, bystry, zwinny i wygimnastykowany. Skończyło się jednak na uszkodzeniu nogi, ale radę dał. Część ekipy kończy naprawdę dopiero nad ranem. Niedziela to dzień spokojny, krótszy i krajoznawczy etap. Część integrujących się osób płynie z nieukrywanym kacykiem i wspomnieniem wczorajszego meczu. Z czasem jedak dzień wczorajszy przemija i robi się całkiem miło i sympatycznie – przestaje pękać główka, rozmowy już nie przeszkadzają a kajaki robią się znowu ukochane. Późnym popołudniem opuszczamy Ostrzyce i zadowoleni z siebie, z obietnicą kolejnego spotkania jedziemy do domku. A jeszcze zapomniałem, że przyjmowaliśmy zakłady na nasz mecz. Jako, że nie było zwycięscy postanowiliśmy spotkać się jeszcze w Świeciu w pizzerii i podsumować nasz wypadzie. Było miło, spokojnie, bezpiecznie i sympatycznie.

Dziękujemy i zapraszamy kolejny raz ……………………… na walkę z żywiołem !!!!