Wspomnienie Integracyjnej Wierzycy

Wspomnienie Integracyjnej Wierzycy

30 listopada 2012 0 przez kawenik

kolejny już raz, tym razem w lipcu wybraliśmy się na spływ integracyjny firmy Saturn – Mondi ……………………………………….

…………………………………. kolejne już  integracyjne spotkanie z firmą Saturn Managament (albo już Mondi – nie pamiętam) tym razem w lipcu i to naddatek na rzece Wierzycy. Jedziemy jak zwykle pożyczonym Michowym fordem . Podróż nie jest dla mnie zbyt interesująca, ponieważ jadę sam jako przedstawiciel KTW i jestem kierownikiem „wesołego busika” – jest piątek godziny popołudniowe. Dojeżdżamy na miejsce bez problemów, gdzie zostajemy zakwaterowani w hotelu tuż przy Bazylice w Pelplinie. Nie powiem hotelik całkiem przyzwoity – „Nad Wierzycą” (0-58) 536 19 49 ,www.hotel.pelplin.com. Na posiłki chodzimy do pobliskiego Liceum Katolickiego znajdującego się w kompleksie Bazyliki i spożywamy je w piwnicach Collegium Medicum !! Chyba kościelnych zwanych refektarzem !! Na początku nastrój małego zmieszania – za bardzo nie wiem co można w takim miejscu a czego nie. Stan ten jednak nie jest constans i bardzo szybciutko mija. Wieczorkiem rozpoczyna się integracja a następnie ognisko przy małej elektrowni znajdującej się również koło hotelu. Jest wesoło, sympatycznie i skocznie – jutro mamy do przepłynięcia tylko 25 km. z Barchnowa do Pelplina. Języka zasięgnęła Magda i została poinformowana, że ten odcinek spokojnie przepłyniemy w jakieś 5  godzin. Zabawa trwała do białego rana co spowodowało, że niektóry trzeba było uzupełniać tzw. „luki”. Innych zaś dopadł z rana syndrom dnia wczorajszego. Jest to o tyle niebezpieczny stan, że stwierdzono iż nie należy kategoryczni i jednoznacznie do niego dopuszczać. Konsumujemy śniadanko i odbieramy suchy prowiant na etap (tak sobie myślę, kurczę będzie mi ten prowiant zawadzał przez te cztery godziny) – po co ?? , ale jak dają to trzeba brać. Jakież później było moje zdziwienie, że prowiant ten uratował nam „życie”. Już na samym wyjeździe okazało się, że źle przymocowałem przyczepkę. Odczepiła się i ciągnęliśmy ją tylko na łańcuchu ku uciesze zebranych przed Bazyliką wiernych. Po małej korekcie i odwiedzeniu sklepu ruszamy na start. Kierowca busa – tubylec, miejscowy , doświadczony w przewozie ludzkości – starszy gość. Z niemałymi problemami udaje nam się trafić na miejsce startu po co najmniej godzinnym błądzeniu i poszukiwaniu drewnianego mostu. Startujemy, mija nas kilkoro innych kajakarzy. Pogoda dopisuje, jest ciepło świeci słoneczko. Nurt dość wartki z dużą ilością prostych do ominięcia przeszkód w nurcie. Jest wspaniale – jeszcze tylko pięć  godzin i jesteśmy na miejscu. Zaczynają się coraz trudniejsze przeszkody a nurt przyśpiesza – płyniemy jak mi się wydaje przełom Wierzycy. Nasze umiejętności są różne przez co czas etapu się wydłuża, zaczyna brakować tego niechcianego wcześniej prowiantu. Już wiemy, że etap ten potrwa znacznie dłużej niż zakładaliśmy. Za autostradą rzeka się zwęża i znacznie przyśpiesza, po brzegi gęsto zarośnięte łozami, które niekiedy zajmują całą szerokość rzeki. Zdarzają się kolejne już wywrotki, robi się późno , ciemno i chłodnawo – a my dzielnie walczymy z natura. Grupa nasza się rozciągnęła i to dość znacznie. Zasadnicza część dopływa już o zmierzchu około godziny 20.30 , ale brakuje jeszcze dwóch kajaków. Po około 1,5-2 godzinach dociera cała reszta. Dostaliśmy nieźle popalić i wszyscy są wykończeni psychicznie i fizycznie. Cały etap trwał jakieś 10 godzin.  ALE BYŁA PRZYGODA –  nie ma co !!!! Tym razem wieczorna integracja była krótka i w bardzo okrojonym gronie, wszyscy udali się na spoczynek. Zastanawiałem się tylko, ile osób zrezygnuje z jutrzejszego pływania, które ma być znacznie łatwiejsze od dzisiejszego. Etap około 16 km. z Pelplina do Brody. Rano zwarci i gotowi z pewną dozą nieśmiałości i niepewności na start stawili się prawi wszyscy – odpuściła tylko jedna osoba. Płyniemy miło i spokojnie pokonując sporadyczne przeszkody w nurcie. Jednak, żeby nie było tak różowo natrafiamy na kilka poważniejszych przeszkód. Na jednej z nich prowadzimy mała akcje „ratunkowa” – wyciąganie kajaka z bardzo szybkiego nurtu, który zaklinował się pod drzewem. Zaliczyliśmy chyba dwie , albo trzy wywrotki ogólnie – nie jest źle, wczoraj było gorzej. Zmęczeni, ale uradowani i odstresowani kończymy integrację i wracamy do domku. Jeszcze tylko wspólna pizza w pobliskiej świeckiej pizzerii i ………………………. Koniec – DO NASTĘPNEGO RAZU, już jesteśmy umówieni na małe co nieco . Podsumowując: rzeczka bardzo piękna i urozmaicona. Płynie się zarówno obszarami leśnymi (w większości) jak i łąkami. Nurt w tym okresie szybki, wody wystarczająca ilość. Szlak znacznie uciążliwy, nie polecałbym raczej dla początkujących (no chyba, że lubią ostro dostać w kość). Ogólnie chyba ……… OKI ????????